Pan Jan


Czasem pech prześladuje człowieka…

65 lat, we Francji od niemal 30. Na ulicy od 10 lat. Po operacji biodra, porusza się z trudem o kulach, ma problemy z żołądkiem, jest cukrzykiem. Stary schorowany człowiek.

Czasem ma się wrażenie, że na pewnie osoby los zrzuca więcej doświadczeń niż na inne. Taka jest historia pana Jana.

Najlepsze wspomnienia jakie ma sięgają dzieciństwa, ciepłego domu na wsi, o zapachu chleba. Do tych chwil często wraca w swoich opowieściach. Splot wydarzeń sprawił, że wylądował na ulicy. Bywały momenty, że było tragicznie źle. Był na skraju, nie mył się przez kilka miesięcy i nie było możliwości dogadania się z nim. Na wpół żywy człowiek leżący na chodniku, którego mijając zastanawiamy się, czy w ogóle żyje. Z tamtego okresu zostało mu mało znajomych. On przeżył, inni nie mieli tyle szczęścia czy wytrzymałości. „Piło się wszystko, brało się wszystko. Nie ma o czym gadać, ani czym się chwalić”.

Poczucie niesprawiedliwości? Jest, bardzo obecne, powoduje agresję i pcha do różnych rzeczy, których człowiek się wstydzi sam przed sobą.

Pomimo wszystkich życiowych doświadczeń pan Jan zachowuje radość. Ma łagodne, roześmiane oczy i chce wierzyć, że pewnego dnia wszystko się ułoży. „Już i tak wiele się poukładało”. Ma w sobie dużo wdzięczności dla tych, którzy mu pomogli.

Co tak naprawdę się wydarzyło ? Jako dziecko stracił matkę. Babcia przejęła jego wychowanie. Ojciec ożenił się po raz drugi, ale jego nowa żona nigdy nie zaakceptowała dzieci (Jan miał starszego brata) z poprzedniego małżeństwa. Brat w bardzo młodym wieku wyjechał do Francji. Po śmierci ojca, okazało się, że wszystko do czego miał prawo po ojcu przeszło na drugą żonę ojca. Z dnia na dzień stracił wszystko, nawet dach nad głową. Zdecydował się wyjechać do brata, zostawił żonę i syna, z myślą, że zarobi i wróci lub sprowadzi ich do Francji. To były jeszcze czasy, kiedy przemieszczanie się w Europie nie było tak łatwe jak dziś. Po kilku latach rodzina dołączyła do niego. Żyli skromnie, bo zarobione pieniądze inwestował w zakup nieruchomości z bratem, z myślą, że ta inwestycja kiedyś zapewni rodzinie spokojny byt. Pewnego dnia, brat zmarł niespodziewanie, okazało się, że kruczek prawny sprawił, że w świetle prawa Jan nie miał prawa do niczego… Po raz kolejny na zero. Rozpoczęła się walka z prawem, prawnicy, którzy kosztowali fortunę, po kolejnych przegranych sprawach rozkładali ręce. W tym czasie żona ciężko zachorowała na raka. Zmarła. Dwa miesiące później, na serce zmarł syn..

Jan został sam, za to z długami. W taki sposób znalazł się na ulicy. Gorsze od strat, tych materialnych i niematerialnych, było poczucie bezsensu. Używki i alkohol były ucieczką, żeby nie czuć, nie myśleć. I to trwało, kilka lat.

Chęć do rozpoczęcia życia na nowo nie przychodzi z dnia na dzień. „Najważniejsze, to, żeby, kiedy pojawi się iskra chęci zmiany, żeby wtedy ją rozniecić i coś dobrego z tym zrobić. Sam człowiek sobie nie poradzi. Bo są lepsze dni, a są takie, że w człowieku rośnie ta złość, i wtedy robi głupoty”. Jan mieszka na ulicy, ale pierwsze kroki ma za sobą. Odbył odwyk, z sukcesem. Od jakiegoś czasu szuka pracy, ale w jego wieku i z jego chorobami nikt go już nie chce zatrudnić. Uśmiecha się jednak i mówi: „kurcza paka, może jeszcze jakoś się człowiekowi ułoży…”.

Czego potrzebuje Jan: przede wszystkim czasu Anioła, który zajmie się jego sprawami urzędowymi, pomoże znaleźć miejsce w lokum socjalnym (już może się o nie starać, jako, że jest po odwyku), będzie z nim chodził do szpitala.



te historie cię poruszą